Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dla dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 marca 2017

PRZYGODY SMERFÓW


Smerfy stworzył scenarzysta i grafik Pierre Culliford pod pseudonimem Peyo. Zaczęło się od komiksów, które przez wiele lat podbijały serca czytelników w wielu krajach. Potem smerfy rozpanoszyły się na całego i w pewnym momencie pojawiły się zarówno na małym, jak i dużym ekranie. Ze smerfami wychowało się niejedno pokolenie. Pamiętam czasy swojego dzieciństwa i wiele godzin spędzonych w ich towarzystwie. Komiksy, książki, kolorowanki ze smerfami, jak i dobranocki przed snem. Jednym słowem w pewnym momencie smerfy były wszędzie. A teraz dzięki wydawnictwu Egmont dzieci mogą znów zapoznać się z klasyką komiksowego gatunku...

Latający smerf jest tomem, w którym zawarto pięć smerfnych historii. Każda z nich przenosi czytelnika do bajkowego świata pełnego przygód i humoru. Oczywiście wszystko okraszone jest pięknymi ilustracjami, po prostu sama przyjemność. Przechodząc przez kolejne komiksowe karty będziemy mogli poznać historię smerfolotu i jego duże znaczenie w ratowaniu Smerfetki z rąk Gargamela. 
W dalszych częściach robi się jeszcze ciekawiej. Gargamel zwabi łakome Smerfy, przez wioskę przewinie się szczeniak, pojawi się zamaskowany bohater, a na koniec Zgrywus będzie sobie stroił niezłe żarty. Co tu dużo mówić przez cały czas smerfy są niebieściutkie i zwariowane do kwadratu. A jak to wszystko wygląda w szczegółach? Dowiecie się tego sięgając po Latającego smerfa... Lalalalalalalala....

Gargamel, Klakier, Papa smerf, Ważniak, Smerfetka, Maruda, Ciamajda, Zgrywus i wielu innych małych bohaterów... Kto ich nie zna? Jeśli dobrze ich pamiętacie, to pora wrócić do wspomnień i na nowo przeżyć kilka przygód z niebieskimi stworkami. Jeśli ich nie znacie, to najwyższa pora się przywitać. Na ich widok od razu pojawia się banan na ustach. Egmont postanowił bohaterów odkurzyć i tym sposobem możemy mieć przyjemność podziwiać klasyczną kreskę Peyo, dialogi pełne humoru i choć na kilka chwil wraz z z kolejnym młodym pokoleniem przenieść się do krainy dzieciństwa...


Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji.

środa, 15 marca 2017

SuperQUIZ PIENIĄDZE


Pieniądze, to niełatwy temat, szczególnie dla najmłodszych. Wprowadzenie dzieci w zawiły świat ekonomii, finansów i przedsiębiorczości może przerosnąć niejednego rodzica. I tu z pomocą przychodzi Kapitan Nauka, który w prosty i przystępny sposób opisuje zagadnienia, które są dla dzieci dość abstrakcyjne. W końcu bez pieniędzy, ani rusz. Wszystko co mamy w okół nas rządzi się prawami podaży i popytu. Nasze pieniądze nie żyją w próżni, a zarządzanie domowym budżetem, to sztuka, którą do perfekcji potrafią opanować nieliczni. Przy wprowadzaniu do tej skomplikowanej rzeczywistości może pomóc SuperQUIZ Pieniądze według wydawcy przeznaczony dla dzieci przynajmniej 7-letnich.

Quiz jest bardzo poręczny. Dość grube karty są umieszczone na solidnej spirali, więc jest to propozycja idealna do schowania w plecak. Można ją wykorzystać w podróży, jak i w sytuacjach kiedy dziecko musi cierpliwie znieść oczekiwanie w kolejce do dentysty, czy w urzędzie. Na jednej stronie karty są opisane różne zagadnienia związane ze światem finansów. Dzięki czemu dziecko może poszerzyć swoją wiedzę od podstaw do tematów bardziej zawiłych. 

W końcu 7-latki są w wieku, w którym robią specjalizację w zadawaniu coraz to większej liczby życiowych pytań. Quiz pozwoli wytłumaczyć choćby takie zagadnienia jak nominał, ubezpieczenie społeczne, kredyt, podatki i wiele innych. Dodatkowo na drugiej stronie karty można od razu sprawdzić swoją wiedzę związaną z danym tematem. Tym sposobem możemy się pobawić w sprawdzanie wiedzy całej rodziny, czy nawet przeprowadzić mały teleturniej sprawdzający naszą finansową wiedzę. Jednym słowem jest to świetny sposób na naukę przez zabawę...

Jak podoba Wam się forma i sposób poszerzania wiedzy u dzieci, w serii SuperQuiz wydano też: Ciało człowieka, Piłkę nożną, Polskę, Świat, Konie i Zwierzęta. Cena nie jest wygórowana, a jakość wykonania stoi na wysokim poziomie. Choć trzeba wziąć pod uwagę, że tekstu na kartach jest sporo, więc dziecko mające problemy z czytaniem nie da rady zapoznać się ze wszystkim samodzielnie. 


Dziękuję wydawnictwu Kapitan Nauka za przekazanie egzemplarza do recenzji.
 

niedziela, 18 grudnia 2016

DUUUSZKI

liczba graczy: 2-8
wiek: 8+
kategoria: towarzyskie, zręcznościowe
czas gry: ok. 20min.
opanowanie zasad: w mig
jakość: znakomita
grywalność: duża dynamika
mózgożerność: stawia mózg do pionu
gdzie: płaski kawałek powierzchni
producent: Egmont
ocena: 6/6

Krok pierwszy, czyli pierwsze wrażenie...

W średniej wielkości pudełku znajdziemy całkiem barwny i znakomicie wykonany zestaw 5 drewnianych figurek (duszek, fotel, myszka, butelka i książka) oraz 60 kart ilustrujących drewniane elementy w różnych odsłonach. W związku z tym, że w całym zestawie nie ma żadnej planszy, to pudełko wydaje się być trochę przerośnięte. Jakość wykonania jest na najwyższym poziomie.

Krok drugi, a tak właściwie o co chodzi...

Duuuszki są grą, w której na pierwszym miejscu stają refleks i spostrzegawczość. Zadaniem graczy jest jak najszybsze łapanie odpowiednich przedmiotów, więc lepiej wynieść łatwo tłukące się rzeczy z zasięgu rażenia. Jednym słowem rozgrywką rządzi zasada kto pierwszy, ten lepszy.

Krok trzeci, dogłębne zbadanie tematu...

Na początku kładziemy wszystkie przedmioty na środku stołu, a obok układamy w zakrytym stosie wszystkie potasowane karty. Kto zostanie mistrzem spostrzegawczości?

Gracz rozpoczynający zabawę odkrywa pierwszą kartę i wszyscy zaczynają poszukiwanie właściwego przedmiotu. Jeśli kolor przedmiotu na karcie jest taki jak w rzeczywistości, to czym prędzej rzucamy się, żeby go złapać. W sytuacji, gdy kolor na karcie nie odpowiada żadnemu przedmiotowi, to należy złapać taki, który ani kształtem, ani kolorem nie pokrywa się z tym na karcie. Ten kto pierwszy złapie właściwą rzecz zdobywa kartę i kładzie ją zakrytą przed sobą. Jeśli ktoś się pomyli odkłada jedną z kart i traci kolejkę.

Następna runda rozpoczyna się od gracza, który ostatnio zdobył kartę. Gracze zdobywają kolejne karty, a zwycięzcą zostaje gracz, który zdobędzie ich najwięcej.

Wariant dla wymiataczy
Jak już opanujemy podstawy do perfekcji możemy trochę utrudnić rozgrywkę. W sytuacji, gdy na karcie pojawi się książka, to trzeba wypowiedzieć nazwę łapanego przedmiotu. Kto się pomyli oddaje jedną ze swych kart zwycięzcy danej rundy.

Krok czwarty, werdykt ostateczny...

Duuuszki są typową grą imprezową, którą możemy wyciągnąć w gronie zróżnicowanym wiekowo. Gra ma bardzo proste zasady, więc gracze mogą wkręcić się w zabawę od pierwszej minuty. Rozgrywki mogą trochę przypominać Prawo dżungli, ale jednak jest tu sporo oryginalności. Po pierwsze trzeba rozszyfrować co mamy łapać, a potem jeszcze trzeba chwycić odpowiedni przedmiot. O dziwo pomimo prostoty, można się tu nieźle zakręcić. Duuuszki pomogą rozkręcić każde rodzinne, jak i towarzyskie spotkanie. Gra jest dobrze skalowalna przy różnej liczbie graczy, a do tego ma świetną oprawę graficzną.

Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

KOTEK PSOTEK

liczba graczy: 1-8
wiek: 3+
kategoria: planszowe, dla dzieci
czas gry: ok. 20min.
opanowanie zasad: w mig
jakość: znakomita
grywalność: bardzo dobra
mózgożerność: lekkie i przyjemne
gdzie: kawałek stołu
producent: Egmont
ocena: 6/6

Krok pierwszy, czyli pierwsze wrażenie...

W całkiem zgrabnym pudełku znajdziemy:
  • planszę,
  • drzewo do przymocowania na planszy,
  • 4 drewniane figurki (kot, mysz, wiewiórka i ptaszek),
  • 2 kostki,
  • 2 dyski do zamocowania na drzewie,
  • 4 kafelki z kocim przysmakiem.
Cały zestaw prezentuje się znakomicie, a elementy są dostosowane wielkością do małych dziecięcych dłoni. Kolorowa szata graficzna, bajkowe ilustracje i drewniane zwierzątka są idealnym rozwiązaniem na zaproszenie maluszków do zabawy nad planszą.

Krok drugi, a tak właściwie o co chodzi...

Kotek psotek jest grą z serii Rodzinka wygrywa. Jest to seria gier kooperacyjnych dla najmłodszych graczy. Gry pomagają dzieciom zrozumieć świat gier planszowych. Oswajają je z emocjami i trudnościami, które mogą napotkać nad planszą. Jednocześnie stawiają cel do zrealizowania nie wspominając o wygranych i przegranych, więc dzieci mogą się skoncentrować tylko na zabawie.

Krok trzeci, dogłębne zbadanie tematu...

Na początku składamy wszystkie elementy i wsadzamy dyski w koronę drzewa. Stawiamy kotka na polu z posłaniem, a resztę zwierząt umieszczamy na polu z pieńkiem. Kostki i kocie przysmaki kładziemy obok planszy i ruszamy z zabawą. 

Najmłodszy gracz rozpoczyna rozgrywkę i rzuca kostkami. Czarne kropki dają możliwość ruchów kotkiem, a zielone pozostałymi zwierzętami. Jeśli wypadną 2 zielone kropki mamy do wyboru przesunięcie 1 zwierzaka o 2 pola lub 2 zwierząt o 1 pole do przodu. Zwierzęta w trakcie wędrówki mogą używać skrótów (pola na żółtym tle z odpowiednim obrazkiem). Potem kolejka przechodzi na następnego gracza. 

W momencie, gdy kot stanie na polu z innym zwierzakiem, to jest ono odkładane obok planszy. Gracze w każdym momencie mogą spowolnić kotka poprzez danie mu przysmaku. Wtedy kotek wraca na swoje pole startowe. Jednak każdy żeton przysmaku może być użyty tylko raz. Celem graczy jest doprowadzenie jak największej liczby zwierząt do kryjówki na drzewie i myszy do nory. Wejście do kryjówki kosztuje 1 punkt ruchu. Gra kończy się w chwili, gdy zwierzątka nie będą miały żadnego ruchu (będą w kryjówce lub poza planszą).

Krok czwarty, werdykt ostateczny...

Kotek psotek jest prostą i lekką grą, która może wprowadzić najmłodszych graczy w świat gier planszowych. Zasady możemy wytłumaczyć w 5 zdaniach, a ze względu na kooperacyjny charakter rozgrywki 3-latki nie mają problemu z uczestnictwem w zabawie. Gra daje możliwość spędzenia trochę czasu z dziećmi i wprowadzenia ich w fascynujący świat planszówek. Dużą zaletą jest brak wygranych i przegranych, co umożliwia dzieciom skupienie się na samej rozrywce. Dodatkowo dzieci mogą się nauczyć trochę współpracy (można razem ustalać nasze poczynania), cierpliwości (oczekiwanie na swój ruch), planowania (którym zwierzakiem się ruszyć, kiedy skusić kota przysmakiem), czy radzenia sobie z emocjami (goniący kot i odpadanie kolejnych zwierzaków). Poza tym gra jest świetnie wykonana, a wyglądem zachęca dzieci do rozgrywki.
 Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji. 

sobota, 15 października 2016

Ahoj, piraci!

liczba graczy: 2-4
wiek: 6+
kategoria: dla dzieci, planszowe
czas gry: 20-30 min.
opanowanie zasad: w mig
jakość: znakomita
grywalność: duża dynamika
mózgożerność: bez przeciążeń
gdzie: płaska powierzchnia
producent: Egmont
ocena: 5/6

Krok pierwszy, czyli pierwsze wrażenie...

Seria gier Zagraj ze mną wydanych przez Egmont zdążyła już zdobyć serca młodszych graczy, jak i ich rodziców.  Gry cechuje świetne wykonanie elementów, które jest dostosowane do małych dziecięcych rączek i ciekawa mechanika. W pudełku znajdziemy:
  • planszę z obrotową strzałką,
  • 4 pirackie statki (żółty, czerwony, zielony i niebieski),
  • 64 skarby,
  • znacznik tornada,
  • drewnianą kostkę.
Nie owijając w bawełnę elementy prezentują się znakomicie i przetrwają wiele starć z dziecięcymi dłońmi. Bajkowa grafika zachęca dzieciaki do rozgrywek. Jedynie pudełko wydaje się trochę rozdmuchane, ale nie ma co się czepiać szczegółów.
     

Krok drugi, a tak właściwie o co chodzi...

Zgraja młodych piratów wsiadła na statek w poszukiwaniu zapierających dech w piersiach przygód. Fala za falą piraci przemierzają bezkresne wody, aż tu nagle na horyzoncie zamajaczył upragniony ląd. Jednak w oddali pojawiło się tornado, więc trzeba czym prędzej załadować skarby na statek. Czy piraci uciekną przed niebezpieczeństwem, a przede wszystkim czy napakują ładownie kosztownościami?

Krok trzeci, zgłębienie tematu...

Na początku rozkładamy planszę i montujemy strzałkę w odpowiednim miejscu (wymagane wsparcie obywatela starszego). Każdy gracz wybiera sobie kolor swojego upragnionego statku pirackiego i stawia go w porcie w tym samym kolorze. Skarby kładziemy do pudełka, a tornado i kostkę umieszczamy obok planszy. Kto chętny na piracką przygodę?

Gracz rozpoczynający rozgrywkę stawia znacznik tornada na wybranej przez siebie wyspie i rzuca kostką. Potem przesuwamy statek o odpowiednią liczbę pól, podążając za czerwonymi strzałkami. Jeśli wejdziemy na wyspę ze skarbem, to już możemy zacierać ręce. Otwarta skrzynie pozwala na zebranie dowolnej ilości skarbu (od 1 do 3 sztuk). Natomiast skrzynia zamknięta obliguje do zabrania 2 skarbów. Jednak statki mają ograniczoną ładowność i jeśli będą przewozić więcej niż 7 sztuk skarbów, to statek się przewraca. Skarby trafiają do wody, a my w kolejnej rundzie zaczynamy z 3 sztukami.

Jeśli staniemy na polu, na którym znajduje się inny statek, to możemy napaść na jego łupy. Kręcimy strzałką i jeśli wypadnie czerwony rubin, to kradniemy 2 sztuki skarbu przeciwnikowi. Na planszy widoczne też są niebieskie strzałki, które umożliwiają podróżowanie na skróty. Jednak obranie tej drogi będzie kosztowało 1 skarb (za każde pole, na które tak dopłyniemy). Wpłynięcie do swojego portu umożliwia wyładowanie skarbów i w dalszą podróż będziemy mogli wyruszyć bez zbędnych obciążeń. W momencie, gdy któryś z graczy zdobędzie 9 skarbów od razu zostaje zwycięzcą.

Nadciąga tornado
Jeśli wyrzucimy na kostce tornado, to przesuwamy się o 1 pole i działamy na wyspie według normalnych zasad. Potem ruszamy od 1 do 4 pól w kierunku wskazanym przez białe strzałki. W sytuacji, gdy zakończymy ruch na polu z 1 lub 2 statkami kręcimy strzałką kompasu i działamy dalej. Wskazówka wypada na przekreślone monety - zabieramy każdemu 2 sztuki ze statku i odkładamy do pudełka, wyspy - przesuwamy statek o 2 pola do przodu wskazane przez białe strzałki, czaszka - zabieramy z każdego statku po 1 skarbie i kładziemy przed sobą.

Krok czwarty, werdykt ostateczny...

Ahoj, piraci! jest lekką i prostą grą planszową dla młodszych obywateli. Zasady tłumaczymy w mig, a sama rozgrywka toczy się bardzo dynamicznie. Pod względem jakości gra jest wykonana rewelacyjnie. Sama tematyka przyciąga do planszy niczym magnes, bo tak jakoś wypada, że gry w pirackim klimacie cieszą się dużym zainteresowaniem młodszych graczy. Elementy są konkretne i bardzo wytrzymałe, więc spokojnie przetrwają wiele dziecięcych potyczek. W grze jest dużo losowości. W końcu przy obecnej kostce i kręcącej się strzałce nie ma co się dziwić, ale właśnie na tym polega klimat tej gry. Jakbyśmy pływali piracką łajbą po morzu też byśmy musieli zmierzyć się z nieprzewidywalnymi kaprysami pogody. Gracze zostają wciągnięci w wir zdobywania skarbów na napotykanych po drodze wyspach, nagminnych kradzieży i planowanie obładowania statków. Oczywiście im więcej graczy tym gra staje się ciekawsza, bo podróż po niezbadanych lądach staje się jeszcze bardziej ekscytująca. Jednym słowem Ahoj, piraci! jest kolejnym udanym tytułem z serii Zagraj ze mną, który możemy wykorzystać podczas rodzinnych spotkań przy stole.


                                            Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji.


środa, 28 września 2016

OWOCOWY ZAWRÓT GŁOWY

liczba graczy: 2-6
wiek: 7+
kategoria: kafelkowe, pamięciowe
czas gry: 10-20 min.
opanowanie zasad: w mig
jakość: znakomita
grywalność: duża dynamika
mózgożerność: lekkie skupienie
gdzie: właściwie wszędzie
producent: G3
ocena: 6/6

Krok pierwszy, czyli pierwsze wrażenie...

Owocowy zawrót głowy zamknięto w bardzo nieszablonowym pudełko. Można nawet śmiało stwierdzić, że na półce z innymi grami od razu rzuca się w oczy. I choć rozumiem owocową, kolorową i radosną ideę, to rozum jednak podpowiada, że trochę przesadzono z gabarytami. Po rozczłonkowaniu wszystkich 48 kafelków widać, że pozostaje masa przestrzeni w pudełku. Co niestety niesie się cieniem przy większej kolekcji gier i kombinowaniu co z taką byczą truskawą począć. Jedyną osłodą może być jakość wykonania gry, bo kafelki są grube i wytrzymałe, a do tego bajecznie kolorowe.

Krok drugi, a tak właściwie o co chodzi...

Jak to szło? Banan, czy cytryna? Co z talerzem? No i kto zamienił ten obrus? Przecież jeszcze chwilę temu był czerwony. Znaczy się... yyy.. Żółty? Cóż, pamięć bywa zawodna, ale rozrywka zdecydowanie nie. Choć czasami szare komórki (szczególnie w pewnym wieku) potrafią zawodzić i potrzebują krótką chwilę, żeby się dobrze rozruszać, to emocjonująca zgadywanka wciąga od pierwszej do ostatniej minuty. Kto najlepiej zapamięta owocowy układ, są jacyś śmiałkowie na ochotnika?

Krok trzeci, dogłębne zbadanie tematu...

Na początku tasujemy zakryte kafelki, 5 sztuk kładziemy  w rządku na samym środku i zasłaniamy je po 20 sekundach, a resztę rozdajemy po równo pomiędzy graczy. Każdy układa zakryty stos kafelków przed sobą i możemy startować...

Każdy gracz w swoim ruchu bierze kafelek z wierzchu stosu i dokłada go do dowolnego kafelka leżącego na stole. O dziwo, nie mają one być identyczne, a za to mają być totalnie różne. Dlatego warto uruchomić szare komórki i postarać się zrobić wizualizację układu na stole. Po odkryciu wybranego kafelka nadchodzi moment prawdy...

Jeśli kafelki nie mają żadnej cechy wspólnej, to kafelek ze stołu wrzucamy do pudełka i kładziemy na jego miejsce swój własny. Natomiast w przypadku przynajmniej jednej cechy wspólnej (owoc, talerz, czy też obrus) kafelek ze stołu idzie na spód naszych zakrytych kafelków. Co niestety powoduje, że choć jednego kafelka się pozbyliśmy, to jednak stosik nie maleje. Jak wszystkie kafelki na środku będą odkryte, to znowu je zasłaniamy i lecimy dalej. Jest też możliwość rozegrania gry w wersji "szczęśliwego mixu", który pozwala na dołożenie w trakcie swojego ruchu maksymalnie trzech kafelków (gracz na bieżąco może decydować czy dokłada dalej, czy pasuje). Jednak jest to okraszone sporym ryzykiem, bo w przypadku złego dołożenia kafelków wszystkie trzy sztuki mogą powiększyć nasz zakryty stos.

Gra dobiega końca, gdy jeden z graczy pozbędzie się wszystkich swoich kafelków. Wtedy reszta graczy ma do wykonania po jednym ruchu. Tym sposobem możemy zakończyć grę z jednym zwycięzcą lub kilkoma (jeśli w ostatniej turze jeszcze ktoś poza pierwszym graczem pozbędzie się kafelków).


Krok czwarty, werdykt ostateczny...

Owocowy zawrót głowy  jest grą lekką, łatwą i przyjemną stworzoną na dziecięce rozgrywki lub rodzinne potyczki nad stołem. Zasady są bardzo proste i łatwe do wytłumaczenia, a rozgrywki krótkie i dynamiczne. Gra jest soczyście owocowa i bardzo kolorowa. Co powoduje, że już od samego patrzenia można się nieźle naładować witaminami. Owocowy zawrót głowy jest w pewnym sensie grą typu memory. Choć działamy trochę na opak, bo zamiast szukać podobieństw skupiamy się na przeciwieństwach. Co wbrew pozorom nie jest wcale łatwiejsze. Dzięki czemu gra świetnie sprawdza się w różnym gronie jako filler lub przerywnik pomiędzy cięższymi tytułami w rodzinnym gronie. Jednym słowem tytuł wnosi trochę koloru i masę świeżości do gier typowo pamięciowych. Małym mankamentem jest wielkość pudełka, ale samo wykonanie elementów jest na pierwszorzędnym poziomie.


Dziękuję wydawnictwu G3 za przekazanie gry i zachęcam do odwiedzin  G3 na facebook'u, czeka tam na Was moc wrażeń i atrakcji.

niedziela, 25 września 2016

CAR CARDS

liczba graczy: 2-6
wiek: 4+
kategoria: podróżne, dla dzieci
czas gry: ok. 15min.
opanowanie zasad: w lot
jakość: bardzo dobra
grywalność: duża dynamika
mózgożerność: pełen relaks
gdzie: w samochodzie
producent: Trefl Joker Line
ocena: 5/6

Krok pierwszy, czyli pierwsze wrażenie...

Pocket Game, czyli małe co nieco. Kompaktowe i poręczne, a co za tym idzie idealne do zabrania w podróż. Car cards jak tytułowa nazwa wskazuje są stworzone do zabrania w podróż samochodem. Choć patrząc na specyfikę rozgrywki karty można spokojnie zabrać również do autobusu. W końcu mijany krajobraz jest właściwie taki sam. W pudełku znajdziemy 55 dwustronnych kart z ilustracjami obiektów, ludzi, zwierząt lub rzeczy, które można spotkać na trasie. Karty są twarde i wytrzymałe, a ilustracje bardzo czytelne. Jednym słowem Trefl Joker Line stanęło na wysokości zadania.

Krok drugi, dogłębne zbadanie tematu...

Wsiadamy do samochodu, sprawdzamy czy liczebność pasażerów się zgadza, ustalamy trasę podróży, wyciągamy Card cards i tasujemy karty. Rozdajemy pasażerom po 5 kart (niestety kierowca musi tym razem odpuścić zabawę). Wszyscy rozpoczynają grę równocześnie i działają na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy...

Zadaniem graczy jest znaleźć za oknem samochodu lub innego pojazdu obiekty widoczne na kartach. Gracze mogą toczyć rozgrywkę w wariancie podstawowym, w którym istotne jest zdobycie jak największej liczby trójek (po wypatrzeniu obiektu z trzech kart odkładamy je i dobieramy kolejne). W wariancie uproszczonym zdobywamy punkty jeden do jednego. Jeden wypatrzony obiekt z karty przynosi jeden punkt. Rozgrywki toczymy do chwili, gdy któryś z graczy nie będzie mógł uzupełnić do 5 kart na ręku. Zwycięzcą zostaje gracz z największą liczbą trójek lub punktów.

Krok trzeci, werdykt ostateczny...

Car cards jest grą podróżną, która dostarczy rozrywki najmłodszym pasażerom. Zasady da się wytłumaczyć dosłownie w kilku zdaniach, a sama rozgrywka toczy się w tempie podróży. Nudzi mi się! Daleko jeszcze? Co robimy? Pupa mnie boli... Te i wiele innych zdań mali obywatele powtarzają niczym zdarta płyta od pierwsze do ostatniej minuty (oczywiście nie licząc przespanego czasu). Dlatego żadna podróż nie odbędzie się bez repertuaru zaradnego rodzica. Od książeczek, zabawek, kredek, przekąsek, po rozrywki multimedialne (tonący brzytwy się chwyta). Im dłuższa podróż tym większy repertuar trzeba mieć w zanadrzu. Jednak najfajniejsze są zabawy, które mogą zintegrować cały samochód, wprowadzą małą dawkę emocji i minuty spędzone w zamkniętej puszce będą nam mijać błyskawicznie. Ptak, samolot, koparka, a czy ktoś widział latarnię? Szare komórki zaczynają pracować, dzieci poznają otaczający nas świat, a my możemy spokojnie pokonywać kolejne kilometry. To wszystko i jeszcze więcej charakteryzuje Car cards. Jest łatwo, przyjemnie, zabawnie i do tego z nutką rywalizacji. 



Dziękuję wydawnictwu Trefl Joker Line za przekazanie gry do recenzji.

sobota, 25 czerwca 2016

TORCIK

liczba graczy: 3-6
wiek: 5+
kategoria: dla dzieci, karciane
czas gry: ok. 15 min.
opanowanie zasad: w lot
jakość: znakomita
grywalność: szybko i dynamicznie
gdzie: wszędzie
mózgożerność: pełen luz
producent: G3
ocena: 6/6

Krok pierwszy, czyli pierwsze wrażenie...

W małym pudełku (rozmiar karcianek wydawnictwa G3) znalazło się 30 kart z tortem  (po 5 kart w kolorach: żółtym, beżowym, czerwonym, niebieskim, fioletowym i brązowym), płytka z tortem i pisak do robienia pieczątek. Grafika na kartach jest tak słodka, że na widok tortów, aż cieknie ślinka (lepiej nie siadać do gry na głodnego). Plastikowa wypraska znakomicie trzyma wszystko na miejscach i jest przysłowiową wisienką na torcie.

Krok drugi, a tak właściwie o co chodzi...

Z grą Torcik rośnie apetyt na słodycze, aż się chcę zapytać kto będzie miał teraz urodziny... Pomysłowa myszka zrobiła sześć rodzajów tortów, więc do koloru do wyboru. Z bananem, z wiśniami, czekoladowy, a może z makiem... Który lubicie najbardziej? Jak już gracz upatrzy swój ulubiony tort może zdobywać go jak najwięcej, ale uwaga... Kto pierwszy, ten lepszy!

Krok trzeci, zgłębienie tematu...


Na początku bierzemy po 5 kart tortów w tylu kolorach ilu graczy bierze udział w rozgrywce. Tasujemy wszystkie i rozdajemy pomiędzy graczy. Kładziemy na środku tort, a pisak umieszczamy w zasięgu ręki. 


Każdy gracz wybiera 1 kartę z ręki i kładzie ją zakrytą przed sobą. Jak wszyscy tego dokonają, to przekazujemy kartę graczowi siedzącemu po lewej stronie i tak rozgrywamy rundę po rundzie.


Celem graczy jest zdobycie 5 tortów w takim samym kolorze. Kto dokona tego jako pierwszy kładzie swoją rękę na torcie. Potem reszta graczy podąża tą samą drogą. Gracz, którego ręka znajduje się na samym szczycie dostaje pieczątkę. 


Potem znowu zbieramy karty i rozpoczynamy kolejną rundę. W momencie, gdy któryś z graczy otrzyma 5 pieczątkę gra dobiega końca. Zwycięzcą zostaje gracz z najmniejszą liczbą pieczątek.

Krok czwarty, werdykt ostateczny...

Torcik jest lekką i szybką karcianką dla najmłodszych graczy. Zasady tłumaczy się chwila moment, a do tego są na tyle proste, że już spokojnie 4-latek może sobie poradzić. Na kartach nie ma żadnych cyfr, więc wystarczy odróżnianie kolorów. Karty każdy sobie zbiera, więc nie doświadczymy tu żadnej negatywnej interakcji. Za to emocji będzie co nie miara. Każdy oczekuje w napięciu na 5 tortów w tym samym kolorze, a potem sypie się lawina dłoni. Im więcej osób, tym weselej i ciekawiej. Dlatego gra świetnie sprawdzi się podczas dziecięcych spotkań lub jako rozruszanie na rodzinnej imprezie. Za grę odpowiada autor gier Speed cups i Halli galli, co zdecydowanie widać podczas rozgrywek. Jeśli jesteście fanami wcześniejszy gier tego autora, to przy tej też się znakomicie odnajdziecie. Co do wykonania, to jak na wydawnictwo G3 przystało wszystko jest utrzymane na najwyższym poziomie i przetrwa niejedną rozgrywkę w dziecięcym gronie.


Dziękuję wydawnictwu G3 za przekazanie gry i zachęcam do odwiedzin  G3 na facebook'u, czeka tam na Was moc wrażeń i atrakcji.